sobota, 7 października 2017

Kuchnia c.d.

     Musiałam dzisiaj wrócić do kuchni.  Patrząc na zdjęcia z ostatniego posta, stwierdziłam, że potrzeba jej nieco pazura. A że ostatnio "chodzi " za mną czarny kolor, postanowiłam przemalować na czarno blat. Ta zmiana ożywiła trochę to pomieszczenie, ale dodała też nieco eleganckiego sznytu. Przemalowałam też stare krzesło aby bardziej pasowało do całości. Jestem ciekawa Waszych opinii, czy jest to zmiana na plus, czy raczej uważacie, że w szarościach było lepiej.
     Przy okazji zakupu farby kupiłam też kawałek "marmurowej" okleiny. Często zdarza mi się, że przesadzając kwiaty, mam problem z doniczkami. Wymyśliłam sobie, że w takich sytuacjach będę się ratować "marmurem".  Wystarczy okleić zwykłą plastikową, mało urodziwą doniczkę i gotowe.
     Przy tej samej okazji udalo mi się kupić całkiem fajny słój, który z powodu braku wieczka, był przeceniony na jedyne 4 zł. Brakujące wieczko w domu uzupełniłam i mam teraz całkiem niezły pojemnik na makaron.











niedziela, 1 października 2017

Minimalizm w mini kuchni

     Jak już pewnie wiecie, lubię minimalistyczne wnętrza (z umiarem, oczywiście)  jednak na mojej małej przestrzeni zachowanie minimalizmu jest dość trudne. Tym bardziej, gdy przez lata gromadziło się różne bibeloty, a rozstanie z nimi bywa bolesne. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie uprzątnięcie kuchni z tego co zbędne. Któregoś dnia wyjęłam wszystko z szafek, a następnie bez skrupułów (no, może czasami trochę było ciężko) zaczęłam sortowanie na to co jest niezbędne w kuchni oraz to czego już dawno nie używałam i mogę podejrzewać, że już raczej nie użyję. Po tej akcji moje szafki, półki, szuflady trochę nawet zaczęły świecić pustkami. Najlepsze jest to, że w takiej "oczyszczonej" kuchni poczułam się znacznie lepiej. To dowód na to jak bardzo przedmioty mogą nas przytłaczać.
     Moja kuchnia ma zaledwie 5 m kw. Jest kompletnie nieustawna. Pewnie gdyby była robiona na miarę, mogłaby być nawet bardzo funkcjonalna. Na razie muszę zadowolić się dwiema dolnymi szafkami i dwiema półkami zrobionymi z górnych szafek, plus półka na ścianie z drugiej strony. Jak się okazuje, w tak wydawało by się niekomfortowych warunkach, można poczuć się całkiem komfortowo. Przynajmniej ja tak się czuję. Mam wszystko co niezbędne i co ważne staram się, by było też ergonomicznie. To czego używam najczęściej ( talerze, kubki, szklanki) są na wierzchu. Podobnie produkty ( kawa, herbata, mąka, bułka tarta, najczęściej używane przyprawy). Staram się jednak, aby to co jest na wierzchu nie przytłaczało, nie rzucało się w oczy i nie wprowadzało niepotrzebnego chaosu. Dlatego dominuje tutaj spójna kolorystyka (biel) oraz jednorodne opakowania na produkty (szkło).
     Kiedyś lubiłam różne dekoracje, mniej lub bardziej potrzebne, jakieś świeczniki, obrazki, lampiony.  Teraz jedyną dekoracją są rośliny i to wystarcza.   
     Może nie jest to minimalizm w sensie powszechnie rozumianym, ale w tym wnętrzu, gdzie umeblowaniem i całą resztą zarządził przypadek, mogę pokusić się o stwierdzenie, że całość coraz bardziej skłania się ku minimalizmowi.













 Moja dzisiejsza zdobycz :) 



sobota, 16 września 2017

     Każda pora roku ma w sobie coś wyjątkowego, ale najbardziej lubię jesień. Właśnie jesienią  zaczynam mieć coraz więcej czasu. Nadrabiam wtedy zaległości książkowe, filmowe, muzyczne. Lato i słońce zawsze wygania nas z domu i spędzamy wtedy dni bardziej aktywnie. Jesień z kolei, szczególnie ta z deszczem i pluchą na dworze, zatrzymuje nas w zaciszu domu i zachęca do umilania sobie chwil na przekór pogodzie. W moim przypadku jest tak, że im gorsza aura na zewnątrz, tym bardziej staram się stworzyć miły klimat w mieszkaniu Już zaczynam wyciągać świece, lampiony, poduchy, kocyki. Robię zapasy ulubionych herbat ( specjalny dzbaneczek do zaparzania  też już mam, bo trafiła mi się okazja, piękny zielony za 4 zł). W salonie stworzyłam kącik do słuchania muzyki. W tym celu przeniosłam  mój stary sprzęt z kuchni. Tam rzadko go używałam, czasami tylko słuchałam radia. Teraz wreszcie mam prawdziwy komfort słuchania ulubionych płyt. Inspiruje mnie oczekiwanie na taką prawdziwą jesień, zaczynam wymyślać " co by tu jeszcze", jak uprzytulnić, co dodać, jak sprawić, aby jesienna chandra nie miała szans.
     Trochę mnie ostatnio nie było na blogu, "zawiesiłam"się jakoś na tym ostatnim wpisie o balkonie. W międzyczasie coś tam się jednak działo wnętrzarsko, tylko weny zabrakło do publikowania. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy kryzys :)  A działo się trochę w przedpokoju, bo wzięłam się za odświeżenie ścian. Właściwie to zmusiło mnie do tego wstawianie nowych drzwi wejściowych - trzeba było opanować ten chaos na ścianie. Co jeszcze? Pojawiło się trochę tekstyliów z Pepco. Zarzekałam się, że już koniec, ale nie mogłam się oprzeć, takie fajne poduchy były:) Teraz kombinuję, jak ocieplić sypialnię. Te biele i szarości nie są złe, ale ciągle mi czegoś tu brakuje. Jak coś wymyślę, to dam Wam znać.













sobota, 19 sierpnia 2017

Balkon- wersja druga


   W maju pokazywałam Wam pierwszą ( wiosenną) odsłonę balkonu. To wersja druga - letnia. Mam nadzieję, że pogoda pozwoli i na wersję jesienną. 
   Na tak małej powierzchni trudno zaszaleć z aranżacjami, jednak staram się zawsze udowadniać, że nawet niewielkich rozmiarów balkon może stać się mini salonem pod chmurką, a nie tylko miejscem wywieszania prania. 
  Wybrane zdjęcia z tej aranżacji wysłałam, jak co roku, na konkurs Mojego Mieszkania na najpiękniej urządzony balkon. Uwielbiam takie konkursowe emocje, jest to świetna zabawa, a jeśli już trafi się jakieś, nawet dwudzieste któreś, miejsce, to tym większa radość i motywacja☺











A gdy chcę się zupełnie zrelaksować....


sobota, 5 sierpnia 2017

Metamorfoza tacki

Czasami, gdy przeglądam czasopisma wnętrzarskie, nagle coś mnie zainspiruje i muszę stworzyć coś podobnego. W ostatnim numerze Mojego Mieszkania Paula prowadząca bloga  refreszing.pl pokazywała jak odnowić drewnianą skrzynkę/szufladę. Zawsze wydawało mi się, że wyłożenie takiej skrzynki, czy szuflady papierem jest niepraktyczne. Pomyślałam jednak, że przecież nie chodzi tu o to, aby to były przeróbki na wieki. Właśnie to jest fajne z papierem, że można go w każdej chwili zmienić i stworzyć coś w zupełnie innym klimacie. Ja z braku skrzynki zabrałam się za starą tackę. Nie malowałam jej, zostawiłam taką jaka jest, nawet z przetarciami. Jej styl pasował mi do papieru, jaki miałam z dawnych zasobów scrapowych. Oczywiście można tu użyć nie tylko papieru (zajrzyjcie do Pani Komody , która w swoich metamorfozach wykorzystuje tapetę lub okleinę). Możliwości jest wiele. Właściwie to wcale się nie napracowałam, a mam nową tacę. Jak się znudzi, wymienię tylko jej "wyściółkę".







poniedziałek, 24 lipca 2017

Drugie życie leżaka

   Urlop wprawdzie mi się skończył, ja jednak nadal tkwię w nastroju leżakowym. Wczorajszy dzień nie zachęcał do wychodzenia z domu, więc postanowiłam coś zmajstrować, tak na szybko. Przywiozłam z działki stare krzesełko - leżak. Kiedyś zostawiłam je na deszczu i po wyschnięciu tkanina strasznie się skurczyła. Krzesełko fajne, bo dwupozycyjne, można na nim poleżeć, więc pomyślałam, że na balkon do opalania w sam raz. No, ale jak je ludziom pokazać w takim stanie?  Miałam w szafie lumpeksową pasiastą tkaninę, dość mocną, boki już pięknie obszyte, idealna szerokość i długość, po prostu dla mnie. Wprawdzie nie lubię szyć, ale pokusa była silniejsza, wystartowałam z igłą i za chwilę już miałam nowy leżaczek. Wiem, że nie jest to krawiectwo na wysokim (właściwie na żadnym) poziomie, więc proszę wszystkie krawcowe o przymknięcie oka ;) Mnie ta zmiana bardzo cieszy. Tym bardziej, że udało się bez żadnych kosztów, szybko i bez zbędnych ceregieli.