sobota, 27 maja 2017

Pierwsza odsłona balkonu

    Przychodzę do Was dzisiaj z postem balkonowym. W tym roku zapragnęłam na tym moim skrawku wygospodarować trochę miejsca na mini ogródek. Posadziłam zioła, truskawki i poziomki. Jest też pomidor, na którego chucham i dmucham, oby tylko przetrwał. Kwiaty ograniczyłam do starych już bratków ( to pewnie już ich ostatnie dni) i do hortensji, która już niestety pogubiła nieco kwiatki. I to, oprócz zakupionych dopiero co heliotropów, jedyny akcent koloru.  A heliotropy odkryłam w tym roku i sama nie wiem co mnie w nich zachwyca bo są bardzo niepozorne. Może właśnie ta niepozorność i delikatność.
    Powierzchnia mini mojego balkonu zawsze na wiosnę przyprawia mnie o ból głowy, bo tyle chciałabym tu zmieścić - i rośliny i leżaki, i może jakiś stolik. No, ale nie można mieć wszystkiego.  W tych metrażowych brakach balkonu staram się doszukiwać jakichś plusów. Na pewno plusem jest to, że ta mała przestrzeń bardzo pobudza wyobraźnię. Trzeba się sporo nagłowić aby wymyślić coś, co sprawi, by balkon był wygodny, przyjemny i aby miło spędzało się na nim czas.
    Większość blokowych balkonów to miejsca do suszenia prania lub, co gorsze, do magazynowania rupieci. I pewnie co niektórzy pukają się w głowę, gdy suszę pranie w domu a na balkonie urządzam mini salonik. Ja jednak jestem bardziej estetką i względy praktyczne niekoniecznie do mnie przemawiają :)

























sobota, 29 kwietnia 2017

Metamorfoza krzeseł

             Pisałam Wam ostatnio o liftingu stołu w kąciku jadalnym. Teraz przyszła kolej na krzesła. Nie mogłam się zdecydować, na jaki kolor je pomalować.  Również Was się radziłam w tej kwestii i dziękuję za wszystkie Wasze  pomysły, które pewnie nie raz jeszcze wykorzystam.  Czerpałam  inspiracje również z sieci, często zaglądałam na Pinteresta. W końcu postanowiłam. Pomysł trochę szalony, bo każde krzesło jest w innym kolorze.  Efekt bardzo mi się spodobał, tym bardziej, że całość sprawia wrażenie spokojnej i nie przytłacza. Jest to spowodowane głównie stonowaną, szaro-białą kolorystyką z jednym tylko ostrzejszym akcentem, a mianowicie żółto-zielonym krzesłem. To krzesło właśnie dodało całości pazura. I myślę, że jedno takie w zupełności wystarcza.
            Krzesła malowałam (po raz pierwszy) farbami kredowymi. Wystarczą dwie lub trzy warstwy. Potem pokryłam je lakierem bezbarwnym. Czego się nauczyłam podczas tego malowania? Farba nie może być gęsta, a tym bardziej pierwsza warstwa. Jeśli jest gęsta trzeba dodać trochę wody. Tak zrobiłam przy ostatnim ciemnoszarym krześle i ono moim zdaniem wyszło idealnie. No cóż, człowiek uczy się na błędach:)
              Nie wiem jakie będą Wasze pierwsze wrażenia. Ja jestem zadowolona z efektu. Tym bardziej,  gdy porównam z tym co było.  Poprzedni kolor, niemodny już wenge, był trochę przytłaczający. Teraz jest jaśniej i weselej.







 i zdjęcie przed



              W tym tygodniu zaczęłam czytać książkę zgłębiającą bardzo popularny ostatnio temat duńskiego (duńskiej?)  hygge. Zawsze bardzo mnie to pojęcie interesowało i zastanawiałam się często nad fenomenem duńskiej szczęśliwości. Autorka, brytyjska dziennikarka, krok po kroku opowiada o swoim pobycie w Danii i odkrywaniu, co tak naprawdę sprawia, że Duńczycy są uważani za najszczęśliwszy naród na świecie.  Książkę dopiero zaczęłam czytać, ale już na początku widać jak bardzo Duńczycy kochają dizajn i jak bardzo jest on związany z ich poczuciem szczęścia. Książka pochłania mnie do tego stopnia, że staram się ją czytać bardzo wolno i w ten sposób powoli ją sobie dozować i celebrować. Jak się okazuje, i książka może być hygge.



sobota, 22 kwietnia 2017

Lifting stołu i nie tylko

   Co jakiś czas nachodzi mnie ogromna potrzeba zmian w moich czterech kątach. I nie są to zmiany planowane, czy przemyślane. To raczej żywioł i improwizacja. Ostatnio zostało mi trochę białej akrylowej Śnieżki, więc postanowiłam coś zmalować. Padło na stół w kąciku jadalnym. Już kiedyś przemalowałam mu blat na szaro, teraz zabrałam się za nogi. Po przemalowaniu ( trzy razy) zabezpieczyłam je jeszcze lakierem. Efekt bardzo mnie zadowolił. Teraz myślę nad krzesłami. Aby się za mocno nie męczyć, chciałabym pomalować je farbą kredową. Nigdy tych farb nie używałam, więc mam okazję. Problem jednak w tym, jaki wybrać kolor. Pomyślałam o szarym, bo szarości uwielbiam, ale fajnie wyglądałyby każde w innym kolorze. Nie mogę się zdecydować. Może macie jakieś pomysły?
W kuchni natomiast postanowiłam zamalować ścianę tablicową nad półką. Czarna ściana bardzo już mi się znudziła i chciałam ją rozjaśnić.  Zrobiłam sobie farbę w szarym odcieniu, który dopasował się do koloru płytek i dzięki temu cała ściana jest jednolita. Jest teraz dużo jaśniej w kuchni a szarość okazała się niezłym tłem dla słoiczków, czy desek.






a tak było kiedyś 










a to baaaardzo stara wersja przed


sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!


   Najlepsza chwila dla mnie w trakcie świątecznej krzątaniny to dekorowanie stołu. Przymierzam różne obrusy, szukam odpowiednich dodatków. Niby nic do siebie nie pasuje, a później jakoś wszystko układa się w całość. Chcę by było tak jak lubię najbardziej, prosto, naturalnie, biel i szarość, kropelka żółtego.  Właściwie żadnych nowości, a i tak będzie inaczej niż poprzednio. Po domu unosi się już zapach świąt. Lubię ten czas zawieszenia, oczekiwania, pomiędzy. Jutrzejszy dzień już będzie inny, już czas popłynie jakby szybciej. 
   Kochani, w tym czasie oczekiwania, życzę Wam dużo świątecznej radości, pełnej nadziei. Niech ta radość zostanie z Wami przez cały rok. Celebrujcie chwile i dostrzegajcie piękno w najzwyklejszych codziennych drobiazgach.