sobota, 22 kwietnia 2017

Lifting stołu i nie tylko

   Co jakiś czas nachodzi mnie ogromna potrzeba zmian w moich czterech kątach. I nie są to zmiany planowane, czy przemyślane. To raczej żywioł i improwizacja. Ostatnio zostało mi trochę białej akrylowej Śnieżki, więc postanowiłam coś zmalować. Padło na stół w kąciku jadalnym. Już kiedyś przemalowałam mu blat na szaro, teraz zabrałam się za nogi. Po przemalowaniu ( trzy razy) zabezpieczyłam je jeszcze lakierem. Efekt bardzo mnie zadowolił. Teraz myślę nad krzesłami. Aby się za mocno nie męczyć, chciałabym pomalować je farbą kredową. Nigdy tych farb nie używałam, więc mam okazję. Problem jednak w tym, jaki wybrać kolor. Pomyślałam o szarym, bo szarości uwielbiam, ale fajnie wyglądałyby każde w innym kolorze. Nie mogę się zdecydować. Może macie jakieś pomysły?
W kuchni natomiast postanowiłam zamalować ścianę tablicową nad półką. Czarna ściana bardzo już mi się znudziła i chciałam ją rozjaśnić.  Zrobiłam sobie farbę w szarym odcieniu, który dopasował się do koloru płytek i dzięki temu cała ściana jest jednolita. Jest teraz dużo jaśniej w kuchni a szarość okazała się niezłym tłem dla słoiczków, czy desek.






a tak było kiedyś 










a to baaaardzo stara wersja przed


sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!


   Najlepsza chwila dla mnie w trakcie świątecznej krzątaniny to dekorowanie stołu. Przymierzam różne obrusy, szukam odpowiednich dodatków. Niby nic do siebie nie pasuje, a później jakoś wszystko układa się w całość. Chcę by było tak jak lubię najbardziej, prosto, naturalnie, biel i szarość, kropelka żółtego.  Właściwie żadnych nowości, a i tak będzie inaczej niż poprzednio. Po domu unosi się już zapach świąt. Lubię ten czas zawieszenia, oczekiwania, pomiędzy. Jutrzejszy dzień już będzie inny, już czas popłynie jakby szybciej. 
   Kochani, w tym czasie oczekiwania, życzę Wam dużo świątecznej radości, pełnej nadziei. Niech ta radość zostanie z Wami przez cały rok. Celebrujcie chwile i dostrzegajcie piękno w najzwyklejszych codziennych drobiazgach. 









sobota, 8 kwietnia 2017

Przedświątecznie

      Witajcie! Widzę już u Was piękne świąteczne dekoracje. Ja dopiero zaczynam działać w tym temacie. Bazuję na tym co mam, dokupiłam jedynie kwiaty, moje ulubione niezapominajki i szafirki.
      Lubię takie leniwe soboty, jak ta dzisiaj,  kiedy mogę sobie pozwolić na wymyślanie różnych aranżacji i dekoracji, a przy tym jeszcze jakiś szalony pomysł wpadnie do głowy. Tak było dzisiaj, gdy kolejny raz robiłam próby z moimi farbami szukając modnego i uwielbianego przeze mnie odcienia butelkowej zieleni. Nie wyszło, ale i tak jestem zadowolona z efektów, bo zieleń jaką uzyskałam jest  w takim radosnym odcieniu, bardzo pasującym do świątecznych klimatów.
 Z rozpędu pomalowałam więc nawet lampę w kuchni:)  Niewielki akcent bardzo ożywił to pomieszczenie.
     Myślałam nad tym jak udekorować stół wielkanocny. Gdzieś kiedyś w sieci widziałam papierowe ozdoby nakryć i idąc tym tropem wycięłam według szablonu zająca. Użyłam kolorowego papieru do scrapbookingu, jednak myślę, że takie zające wyglądałyby też dobrze w szarościach, tak trochę w stylu eko. Takie zajączki na talerzach są zabawnym motywem i na pewno wprowadzą radosny nastrój przy świątecznym śniadaniu.
     Tak jak w ubiegłym roku, zrobiłam też dekorację w słoju. Lubię takie mini aranżacje, bo wyglądają trochę bajkowo. W domu gdzie są dzieci będą ozdobą, która szczególnie im przypadnie do gustu. Nawet mój trzynastolatek bardzo się zachwycił tym słojem i już go zarekwirował do swojego pokoju. No trudno, liczyłam się nawet z takim obrotem spraw.

















sobota, 18 marca 2017

Ciasteczka owsiane i bratki

     Brakowało mi dzisiaj rano czegoś do kawy, a ponieważ ze śniadania została jeszcze owsianka, postanowiłam ją wykorzystać. Nie lubię wyrzucać żywności, robię to w ostateczności, jeśli nic już nie da się zrobić. Głowiłam się nad tą owsianką, szukałam przepisów w sieci, jednak wszystkie mówiły o płatkach sypkich, a nie ugotowanych. Postanowiłam więc zaryzykować, dodałam jajko, mąkę, kakao, odrobinę miodu, rodzynki, pestki słonecznika, trochę płatków sypkich, wszystko "na oko". Wyłożyłam blachę papierem i nakładałam masę łyżką. Piekłam 40 minut w 180 st. Ciasteczka wyszły rewelacyjne, szkoda tylko, że tak szybko je pochłonęliśmy. Do popołudniowej kawy już się nie uchowały :(
     Zaczynam powoli nakręcać się na wiosnę. Postanowiłam zająć się już trochę balkonem. Jeszcze do wczoraj zalegała na nim choinka ze świąt. O dziwo, dobrze się zachowała, igliwie nie opadało, więc trafiła na działkę. Mam nadzieję, że będzie jej tam dobrze. Na razie na balkonie będę sadzić bratki. Nie byłam nigdy ich wielką fanką, do czasu. Niedawno odkryłam je na nowo, szczególnie te w kolorze, który trudno mi określić. Trochę granatu, trochę fioletu, "jak atrament" , tak określiła je moja koleżanka. I tak już zostało. Bratki atramentowe. Jest w tym kolorze coś szczególnego. Kwiaty niby swojskie, urocze, a jednocześnie eleganckie i dostojne. Chciałam też mieć je w domu, jednak stwierdziłam, że będzie im tu za ciepło i wysadziłam na balkonie. Jednak został ślad po ich domowej wersji w postaci paru zdjęć.